3 recenzje
2 oceny
1 pochwała jej/jego recenzji
0 ocen negatywnych jej/jego recenzji
Pozornie przypadkowe i anonimowe miejsce. Za drzwiami wejściowymi zmieniamy zdanie.
Obsługa do bólu uprzejma pomoże/zdejmie/posadzi i przy stoliku czujemy się naprawdę komfortowo. Natarczywości jednak nie da się odczuć.
Zerkamy w menu. W sam raz. Kilkanaście makaronów. Sałatki. Zupy. Kilka dań drugich. Desery. Kawa. I wszystko inne co powinno dopełniać obiad.
Ja zamówiłem kurczaka w sosie pomidorowym z serem (kelner bez żenady oznajmił, że kotleta mediolańskiego dziś nie ma - chyba wiedział co mówi). Kurczak dobry. Tyle że sos za bardzo pomidorowy, brakowało przełamania przyprawami.
Warzywa grillowane dokładnie tak jak być powinny. Za wątłość bakłażana można obwiniać chyba tylko ogrodnika, który przesadził z nawozem. Pozostałe elementy zestawu warzywnego-grillowanego bez zarzutu. Ziemniak z patelni również dobry.
Wcześniej zupa cebulowa. Dla tych, którzy na co dzień oszczędzają wątrobę polecam. Nie dość, że smaczna, ,to i wątrobę oszczędzi. Cebula w konsystencji jabłka o naprawdę świetnym smaku tyle, że... brakowało ząbka czosnku. Tyle, że kucharz nie wie kiedy przychodzę, więc robi jedzenie, które ma smakować. A to smakowało. Bardzo.
Kawy nie próbowałem. Tiramisu też nie. Ale w przeciwieństwie do makaronów (można je posypać świeżo startym parmezanem z miseczki postawionej na stoliku), tiramisu wydawało się bardzo sztampowe. Już na oko za mało nasączone kawą.
Ogólnie. Polecam. Bardzo polecam. Szczególnie przed 16 i po 18. W wyżej wymienionych godzinach w knajpce tłok. Z jakiegoś powodu dziwnego. Penie dlatego, że dobre jedzenie.
Nawet nie pamiętam ile razy już tam spożywałem. Wiele razy.
A to najlepiej świadczy, że naprawdę mi smakuje i się podoba.
Od początku. Niemal zawsze łapię się tam na ostatni wolny stolik (ostatnio dwa razy nawet rezerwowałem na wszelki wypadek). Knajpa jest ewidentnie bardzo lubiana, choć trafić do niej trudno dla niewprawnego w Warszawie. Żyje z pewnością dzięki marketingowi szeptanemu, a ten jest skuteczny - trafiają się bowiem także celebryci.
No więc tak siadam do stolika i zawsze zamawiam zbyt wiele. Wychodzę z bolącym z przepchania brzuchem; wychodzi na to, że nie potrafię się powstrzymać przed napychaniem się mięsem, warzywami i aksamitnym jogurtem. Bez tego ostatniego wiele dań byłoby niestety nie do przepchnięcia w całości w czeluście żołądka, bo choć świetnie przyprawione, jedzenie libańskie jest dość suche. Dramatyzmu sytuacji dodaje ryż podawany do niemal każdego dania razem z przepysznym pieczywem wysypanym czarnuszką.
Bez picia nie dacie więc rady. A tu spektrum szerokie. Od Ajranu (napoju z kwaśnego mleka z czosnkiem i ogórkami), który świetnie ratuje po przepiciu, przez dziwaczne gazowane napoje sprowadzane z bliskiego wschodu (np. bezalkoholowe piwo o smaku gruszki), po przepyszną herbatę (tajemnicę smaku zdradzi szczerze poproszona kelnerka) oraz kawę po turecku. Ale po turecku czyli z tygielka a nie zalewajkę - z kardamonem i innymi przyprawami.
I ta kawa ratuje przed śmiercią z przejedzenia. W tle muzyczka, którą słyszymy zwykle w Hurghadzie albo innym egipcie.
No właśnie i zero piwa. Właściciciel chyba wie co zrobiłyby jego bąbelki z niewprawnym brzuchem polaka.
Ocenili pozytywnie:
mayday
Najlepsze miejsce do wypicia kawy i pogadania w tym mieście.
Od samego początku trzeba zaznaczyć jednak, że nie mieszkam w Warszawie.
Cafe RWE zalicza się do moich ulubionych miejsc w stolicy, dokąd coraz częściej przyjeżdżam. To właściwie do dziś jedyna warszawska knajpa, gdzie czuję się jak u siebie, czyli w Krakowie.
Dlatego - za historię knajpy i moje sentymenty - tak wysoka ocena.
Wysoka należy się też za to, że kelner odpowiednio zaindagowany poda śniadanie o każdej porze dnia, nawet jeśli żądanego śniadania nie ma w menu (wystarczy, że składniki proszonego śniadania, znajdują się w innych propozycjach menu).
Nikt tu nie dziwi się też, rumowi pitemu o godz. 10 rano.
Kawa pijalna, czyli po polsku - o dziwo stołuje się tu popołudniami sporo włochów i hiszpanów.
Podobnie jadalno-pijalne wszelkiego rodzaju dania podawane przez rozchełstanych kelnerów w przybrudnawych białych koszulach (choć rzetelnie co rano prasowanych), tak naprawdę wyglądających razem z założonym obuwiem jak wyjęci z lat 60-tych.
Wszystko w znośnych cenach i w otoczeniu rysunków z polskiej prasy z epoki antytrumana. Ściany brudne i pożółkłe, m.in. od papierosów
Zapisz się na cotygodniową porcję najciekawszych miejsc i recenzji! Dowiedz się więcej. Podaj e-mail: