41 recenzji
37 ocen
8 pochwał jej/jego recenzji
0 ocen negatywnych jej/jego recenzji
to dwa różne miejsca :)
w dzień z laptopem wygrzewamy kanapy i pijemy wielkie herbaty, po zmroku cudownego Ciechana (piwo) i ... no lepiej chyba nie pisać co.
świetne miejsce.
trzebaby go było zabrac tu. Jeden wielki symulakr (to już inny mysliciel...) - maszyna w czasie i przestrzeni, jednakowoż - udana. Nie dość , ze miejsce odpowiednie, nie dość, ze wystrój dopracowany w detalu każdym (choć w wersji z Krakowa, swoją drogą szpetnie nieudanej, w lazience męskiej wisi napis "gosciom ze stolicy przypominamy o mozliwoścu umycia rąk" - co bije wszelkie dowcipy warszawskie...) to jeszcze jedzenie dobre.
Idealne na wypad z kolegami czy braćmi, idealny na zimę, idealny na świateczny okres, kiedy to na dziedzińcu buduje się lodowisko...
Porcje - wielkie. Menu - co kazdy Polak (Czech i Wegier, Ukrainiec i Niemiec...) lubi najbardziej: mięsiwa, śledzie, półgęski i półkurki. I piwo. W wielkich kuflach. Nie bede się rozpływac nad potrawami tu, bo nie jestem superkoneserem - tu nie dość ,ze jem sledzia to i pije piwo. Próbuję sznycli i zagryzam bardzo dobrym strudlem. No i tatarrrrr...
Niezmiennie jednak czekam na nalewki: cytrynóweczkaa super, a wisnioweczka na pestkach - urocza. Dobrze się z tej kanjpy wychodzi, o pardon, wytacza...
Miejsce - berlińskie. Uwielbiam chodzić tam na szybką wódkę, lubię na dyskusję, czy warszawkową imprezkę. Uwielbiam szerokie stoły i krzesla jak z krakowskiego "Miejsca". Jest minimalistycfznie a przytulnie.
Do tego doszły mnie sluchy, ze kucharz jest "sprowadzany", a jednoczesnie, ze to postac, tragiczna, że - mam nadzieję, ze ten cytat mi zostanie wybaczony - jest Edem Woodem kulinariów.
Jak tu nie pójśc i nie sprawdzić?
Po pierwsze - Delikatesy podbiły mnie piwem. Normalnie napoju tego nie znosze, lecz broway Mazowieckie czy Konstancińskie na tyle mnie zaintrygowały, ze musiałam sprobować. Bomba, jest dobrze, popierajmy lokalne.
Po drugie karta - wygląda super. Chce się jeść.
Po trzecie... Krem z pomidorów. Jak widze, ze ktos w knajpie zamawia krem z pomidorów to dusza moja jęczy, lub od razu uznaje go za jednostke niewartą uwagi. Bo co, placić ileśtam za zmiksowaną puszkę pelati z rosolkiem z kostki? Przecież to najpospolitszy sposób na oszukanie naszej kieszeni... Jednak gdy znajoma zamowiła i zaczeła zajadać: zachwyciłam się! To była pikantna, superciekawa zupa, nie podgotowany puszkacz!
Z resztą jednak było tak sobie... Krewetki w szynce parmeńskiej - boskie połaczenie, świetna szynka, niezle krewety, ale czemu na milośc boską NIEOBRANE? Jabłko pieczone spoko, cukrowy wkładzik ok, tylko jakieś to bez polotu... Jadłam tapasy tego kucharza: były świetne. Moze wiec to mistrz małej formy? Moze faktycznie postac tragiczna, choć przystojny skubaniec?
W TR jeść będe, bo nie jest tam źle, ceny niewysokie, a kelnerki superinteligentne. No i to miejsce... Dużo da się temu miejscu wybaczyć.
Ocenili pozytywnie:
mayday
Naczytałam się o tym miejscu...Nabrałam apetytu. Potem, przy kilkugodzinnym śniadaniu koleżanka opowiadała mi o pelnym smaku bulionu z niezwyklym pierożkiem, skontrastowanym ze świezymi kielkami - i już klamkaa zapadła, nie było odwrotu, trzeba było jechać. Zapamietałam nazwę, ale szukanie jej w necie było męką: wpisywalam cały czas "Gruba Jola"...
No nic. Lokal uroczy. Ciasnawo, ale wszedzie świece, wszedzie ksiązki o kuchni, siedzi się wygodnie i przyjemnie. Dopiero po wyjściu zauwazyłam, ze jest tam fatalna klimatyzacja, ze ubranie pachnie jak frytkownica, włosy jak skwareczek...
Menu. Kuszące. Ciekawe. Włosko - tapasowe. W połaczeniu z przystojnym wloskim kucharzem w dziwnej czapce w paski - robi niezłe wrażenie. Co było pyszne? Na pewno Boski Talerz Szefa Kuchni. Miód z balsamiko przywieziony przez cooka dopiero co z Mediolanu rozkladał na łopatki, podobnie bylo z pysznymi wędlinami, niezłymi serami - i to wszystko, wraz z konfitura z szalotki: za 20 zł. Pozostałe przystawki ok, ale przede wszystkim - duże.
Drugie dania: jak mozna nieobrane krewetki połaczyć z mozarellą? Nie wiem. Zastyga w gumę. I hamburger wysmazony (grzech) na nieżwieżej sałacie...
Rozczarowanie o tyle wielkie, że szef jak marzenie (na naszych oczach dekorowal nam desery - był to spektakl na granicy rytuału i obciachu, zwlaszcza, ze sos waniliowy był niedowarzony, a wzory powstawały z sosów z butelek dostępnych w każdym sklepie...)że miejsce miłe, ze skladniki dobre, ze chce się tam siedzieć, wcinać ten miód niezwykły, tę mortadelę i prosciutto crudo.
Na koniec jeszcze dostaliśmy na miejscu robiony likier kakaowy. Gęsty, cudowny, deserowy. Zmazało to nasze żale do kelnerek, które choc miłe, a kuchnia mała - nie wiedziały NIC. Ale brzuch potem nas lekko bolał i tłuszczem śmierdzieliśmy niemozebnie, tego juz likier nie uleczył. Zakochalam się jednak w tym lokalu. Tak bywa. Niewłasciwy facet, niewłasciwa kuchnia - cóż, że wiem - błąd popelnię pewnie jeszcze nie raz... I tam w
Od dwoch lat jestem klientką Alma 24 - kiedy mieszkalam w Krakowie Frisco albo nie bylo , albo nie było popularne. Nauczyalam się zamawiania w sklepie Almy, gdzie działy rozłożone są intuicyjnie, a produkty łącza się ze sobą, ale nie nachalnie - do tego są różne cenowo, maja cudowny wybór i bywają superlokalne.
Frisco zaproponowało mi strone na ktorej musze wszystkiego szukać, na którym przerażają mnie zawyzone ceny, na której nie wiem , jak sprawdzic wczesniej terminy dostaw.
I jeszcze zakupy do Kr dostarczaja z Warszawy kurierem... No w sumie nie jestem az tak burżujska, zeby to mleko kurierem z Warszawy.
Przepraszam, ze polecam konkurencję - ale po prostu uważam , ze śa lepsi.
Zapisz się na cotygodniową porcję najciekawszych miejsc i recenzji! Dowiedz się więcej. Podaj e-mail: