Ja też byłam w Kamandzie Lwowskiej - dzięki zaproszeniu wygranemu w konkursie zorganizowanym przez serwis Szuki. Restauracja ma wiele atutów: oryginalny, przyjemny wystrój, smaczne jedzenie, dobry stosunek cen do jakości potraw i wielkości porcji,a także miłą, dobrze zorientowaną w ofercie, potrafiącą doradzić i dbającą o klienta obsługę. Serwuje pożywną kuchnię - dania są konkretne i obfite (ogromne porcje), nadającą się zdecydowanie bardziej dla panów lubiących smacznie i dużo zjeść, niż pań dbających o linię. Są, co prawda sałatki, ale wśród dań głównych i przekąsek brakowało mi czegoś lżejszego - dań sezonowych, w których dominowałyby świeże warzywa i których zjedzenie nie groziłoby znaczącym wzrostem wskazania wagi. Wśród ciepłych przekąsek za dużo jest moim zdaniem dań mącznych: bliny, pierogi, pielmieni, naleśniki. Jeśli ktoś ma ochotę na coś lżejszego, może mieć problem ze znalezieniem dań odpowiednich dla siebie. Porcje są tak duże, że spokojnie można najeść się jedną pozycją z menu, na dodatek ceny nie są, moim zdaniem, wygórowane, biorąc pod uwagę jakość i wielkość porcji - można by się spokojnie najeść samą przekąską, tym bardziej, że posiłek poprzedza smaczne czekadełko - pasta twarogowo-jajeczno-szyczypiorkowa podana z ciemnym chlebem. Trzeba przyznać, że właściciele starają się, aby klient wyszedł najedzony za rozsądną cenę. Nawet się dziwię, jak wychodzą na swoje, serwując tak ogromne porcje. Reasumując: byłyśmy zadowolone z kolacji, usatysfakcjonowane smakiem dań, jednakże postulowałabym do właścicieli o wprowadzenie do menu także nieco lżejszych, sezonowych, letnich dań. Restauracja jest dobrą propozycją na spotkanie biznesowe z gośćmi z zagranicy albo miły wieczór w gronie znajomych, a także na kolację we dwoje.
Nieduża restauracja specjalizująca się w obiadach domowych kuchni polskiej. Niektóre pozycje menu są dostępne codziennie, np. kotlet schabowy prosto z patelni (12 zł, filet z piersi kurczaka (14 zł) z masłem czosnkowym czy pierogi, inne zmieniają się z dnia na dzień. Do wyboru jest codziennie kilka dań głównych, 2 zupy (po 6 zł), 2-3 surówki (2 zł), kompot (2 zł). Wszystko świeże i smaczne, smakuje prawie jak w domu - jedyne zastrzeżenie pod względem smaku mam zawsze do ziemniaków - czuje się, że zbyt długo leżały w wodzie. Domowy, przyjemny wystrój i domowa atmosfera. Szybka, sprawna i miła obsługa. Jeśli ktoś pracuje lub mieszka w pobliżu, a nie chce mu się gotować, jest to dobre miejsce na zjedzenie smacznego obiadu w rozsądnej cenie. W restauracji organizowane są imprezy okolicznościowe, można zamówić też catering wyjazdowy.
Do restauracji Canton wybrałam się ze znajomymi zachęcona pozytywną recenzją w serwisie Szuki. Moja recenzja nie będzie taka entuzjastyczna - było trochę minusów, ale po kolei. Restauracja robi wrażenie wielkością powierzchni, jest wręcz monumentalna, bo zajmuje dużą część parteru sporego bloku na Muranowie. Są w niej dwie duże sale (jedna z nich podzielona na boksy) i dodatkowo mniejsze pomieszczenia przylegające do dużych sal. Byliśmy grupą kilkunastoosobową i jak się okazało w restauracji był dostępny odpowiednio duży, okrągły stół z obrotowym blatem, przy którym mogliśmy usiąść wszyscy razem. Dało to możliwość każdemu spróbowania po trochu różnych potraw. Każdy zamówił danie główne, niektórzy także przekąski i sałatki, więc mieliśmy okazję spróbowania dość sporej ilości potraw. Specjalność zakładu, kaczka po pekińsku, była bardzo smaczna, ale niestety prawie zimna. Podobnie z ryżem pieczonym - także zimny. Lepszym wyborem okazał się makaron pieczony - smaczny i ciepły. Najbardziej smakowały mi: bakłażan gotowany na parze, bakłażan w cieście, kalmary po syczuańsku (duszone z warzywami), krewetki w sezamie, kaczka w sezamie (tu jednak minus: smaczna, ale niestety prawie zimna), surówka z kapusty z chili. Dań mięsno-warzywnych nie polecam - wszystkie smakują podobnie, mało w nich mięsa, a bardzo dużo cebuli. Niezłe desery, ale wszystkie smakują podobnie(wszystko w cieście). Do rachunku doliczono 10% za serwis, choć nie było wzmianki w menu, że należy spodziewać się takiej dopłaty. Ogólnie byłam w miarę zadowolona z kolacji w tym miejscu, ale następnym razem będę już wiedziała, czego nie zamawiać.
Nowa restauracja w centrum Warszawy serwująca dania kuchni międzynarodowej z francuskimi akcentami. Szefem kuchni jest Francuz z Prowansji i trzeba przyznać, że świetnie gotuje. Dania są niebanalnie skomponowane, smaczne, wszystko świeżo przyrządzone i ładnie podane. Obsługa na dobrym poziomie, choć zdarzają się potknięcia - nie zrobiło na mnie dobrego wrażenia, że kelner poganiał nas w kwestii złożenia zamówienia - rzeczywiście dość długo trwało zanim zdecydowaliśmy się ze znajomymi, co chcemy zamówić, mimo to jest nieeleganckie, jeśli kelner komunikuje gościom, ile czasu minęło od ich przyjścia do restauracji i ponagla, aby złożono już zamówienie. Miło byłoby, aby obsaługa od czasu do czasu uśmięchała się. Mankamentem lokalu jest nieduża powierzchnia, a także fakt, że karta nie jest zbyt rozbudowana - chciałoby się, aby wybór był nieco większy. Nie bardzo przypadł mi do gustu wystrój wnętrza - za ciemne barwy. Przegrzebki, które są reklamowane jako specjalność lokalu trochę mnie rozczarowały - jeśli wybrałabym się jeszcze do tej restauracji, nie zamówiłabym ich ponownie, natomiast danie główne i deser, które wybrałam, były rewelacyjne. Jadłam stek cielęcy z puree z batatów i cykorią smażoną w miodzie - bardzo udane połączenie, szczególnie smakowało mi puree z batatów. Dobre są też ryby - łosoś i dorada (spróbowałam trochę od znajomych). Na deser skusiłam się na kremówkę czekoladową, która okazała się czymś w rodzaju sufletu czekoladowego przyrządzonego bezpośrednio przed podaniem. Deser podano efektownie z sosem waniliowym i konfiturą - pycha! Gorąco polecam tę restaurację - warto się tam wybrać mimo kilku drobnych mankamentów, bo pod względem smaku potraw i ich kompozycji lokal ten wyróżnia się wśród warszawskich restauracji. Plusem są też różne promocje (codziennie inna), np. w poniedziałki kieliszek wina do posiłku gratis czy piwne wtorki. Rozsądny poziom cen, wysoka jakość potraw i ogólny poziom bardzo dobry.
Ja też lubię robić zakupy w tym centrum handlowym z powodu mniejszej niż w innych centrach ilości klientów. Hipermarket Real jest duży, przestronny i rzadko zdarzają się długie kolejki do kas. Jest kilka outletów z odzieżą, do których zawsze zaglądam i zazwyczaj wychodzę z jakimś nowym ciuchem kupionym za korzystną cenę. Jest nawet outlet meblowy - na razie jeszcze nie wyszłam z niego z nowym meblem, ale kto wie, być może kiedyś i to się zdarzy. Kiepska jest natomiast oferta gastronomiczna Fortu Wola - jest co prawda kilka punktów gastronomicznych, ale większość z nich pozostawia wiele do życzenia pod względem smaku i wyglądu potraw. Jedyne, co się według mnie nadaje do jedzenia w tym centrum to kebab w lokalu o nazwie Fatima - jest naprawdę dobry. Stoisko ma też w ofercie trochę arabskich produktów spożywczych. Godny polecenia jest także sklep z dywanami i wykładzinami mieszczący się na parterze - jakiś czas temu był mi potrzebny chodnik do przedpokoju i tam właśnie go kupiłam. Wybór wzorów i ceny wydały mi się lepsze niż w Komforcie, na miejscu można zlecić obrębienie brzegów chodnika kupionego na metry. Czasem zaglądam również do sklepu z wyrobami z wikliny - duży wybór b. ładnych produktów - można tam znaleźć coś ładnego do domu czy na prezent.
Główna cukiernia Adama Sowy znajduje się w Bydgoszczy. Jest to znana marka w szczególności na północy Polski, gdzie ma wiele filli. Wspaniałe wyroby Adama Sowy dotarły także do Warszawy - można je obecnie kupić już w pięciu punktach, m. in. w cukierni Rafała Majewskiego na Woli, przy ul. Zawiszy 14. Wyroby firmowane nazwiskiem Adam Sowa charakteryzuje niesamowity smak i najwyższa jakość. W warszawskiej cukierni można kupić przede wszystkim ciasta i torty na wagę w dużym wyborze. Jest też trochę ciasteczek na wagę oraz ciastek na sztuki. Polecam rewelacyjne kremówki (bardzo dobry, lekki, świeży krem), dobre są też pączki (elastyczne ciasto). Dużym powodzeniem cieszy się tort Dacquoise nazywany w spolszczonej wersji Dakłas (56 zł/kg). Są to dwie warstwy bezy przełożone kremem z bitej śmietany i serka mascarpone z dodatkiem daktyli i orzechów włoskich. Tort jest pyszny, choć dość słodki. Wszystkie torty i ciasta wyglądają niesamowicie apetycznie i są oryginalnie i elegancko udekorowane - jeśli ktoś potrzebuje tortu i/lub ciasta na przyjęcie, to w tej cukierni może zakupić odpowienie produkty - można zamawiać także torty okolicznościowe. Gorąco polecam spróbować wyrobów Adama Sowy - jestem zachwycona ich smakiem i wysoką jakością.
Byłam niedawno z przyjaciółką w Trattorii Bellini pani Gesslerowej mieszczącej się przy Rynku Starego Miasta. Podsumuję krótko: duże rozczarowanie. Zaczęło się od tego, że podano nam tylko kartę dań, natomiast zabrakło karty napojów - na pytanie o nią kelner odpowiedział, że napoje są standardowe, ale karta się nie pojawiła - nie wiem, czy lokal w ogóle jej nie wydrukował, czy panu nie chciało się jej przynieść. Najśmieszniejsze jest to, że na stronie restauracji jest informacja, że mają sommeliera. Po co im sommelier, skoro nie podają klientom karty win? Napoje zamawia się w ciemno, nie wiedząc, jaki jest wybór i ile kosztują. Kolejny mankament - ogródek tej restauracji jako jedyny z ogródków na Rynku nie posiada parasoli. Słońce świeciło nam w oczy, co było dużą niedogodnością podczas rozmowy i spożywania posiłku. Później dla odmiany skropił nas deszczyk. Porcje mikroskopijne, a ceny nieadekwatne do ich wielkości. Zamówiłyśmy ravioli - przyjaciółka z truflami, których nie udało jej się doszukać w daniu, a ja ze szparagami. Dostałyśmy po 5 niedużych pierożków. Spodziewałam się, że w daniu będą kawałki szparagów, niestety był tylko sos ze zmiksowanych szparagów - myślę, że na porcję nie zużyto więcej niż 1/2 szparaga. Cena porcji, która miała wielkość przekąskową - 22 zł. Dania główne bez dodatków - trzeba je domówić, oczywiście za dodatkową opłatą - same nie jadłyśmy, ale widziałam przy sąsiednym stoliku, że ktoś dostał mały kawałek mięsa na środku wielkiego talerza. Zamówiłyśmy deser - panna cottę. Porcja malusieńka - o połowę mniejsza niż spotyka się w innych restauracjach, a cena 11 zł. Na koniec dostałyśmy rachunek opiewający na blisko 50 zł od osoby za 3 pozycje: małą porcję ravioli, deser i kawę lub herbatę. Na rachunku odręcznie dopisano 10% za serwis. Opuściłyśmy restaurację głodne, złe - czułyśmy się oszukane. Aby się tam najeść, trzeba by zamówić kilka pozycji z karty i zapłacić przesadzony, moim zdaniem, rachunek.
Ocenili pozytywnie:
janicaOdwiedziłam ostatnio nowootwartą restaurację Ganesh - drugą w Warszawie działającą pod tą nazwą. Nowy lokal powstał przy ul. Wilczej 50/52 (róg Poznańskiej) - w miejscu dość pechowym dla lokali gastronomicznych, bo niestety poprzednie restauracje działające pod tym adresem po kolei padały. Mam nadzieję, że Hindusi przełamią złą passę tego adresu. Mają na to duże szanse. Gdy byłam w tej restauracji w poniedziałkowy wieczór, miło zaskoczyła mnie duża liczba klientów - sporo stolików było zajętych, co nie jest typowe dla poniedziałkowego wieczoru - wiele restauracji świeci w pierwszym dniu tygodnia pustkami, więc duży ruch w Ganeshu akurat w ten dzień to dobry prognostyk, tym bardziej, że to nowa restuaracja, więc teoretycznie jeszcze słabo znana Warszawiakom. Lokal jest duży - są dwie sale: dla palących i niepalących. Są też podobno pomieszczenia na dole, ale nie widziałam ich - nie wiem, czy ta część jest już czynna. Bardziej przypadła mi do gustu sama dla palących - ma lepszy układ stolików. Druga sala (dla niepalących) jest niezbyt ustawna - długa i dość wąska, przez co mniej klimatyczna. Jedzenie wyśmienite, bogate w przyprawy, duży wybór dań, solidne porcje, ceny rozsądne. Bardzo miła i dbająca o klietów obsługa. Dla grup od 6 osób dopłata 10% za serwis.
W ubiegły weekend postanowiłam przetestować niedawno otwarte bistro Pari Pari mieszczące się w Złotych Tarasach, na drugim piętrze obok restauracji Wiking. Bistro serwuje proste dania kuchni francuskiej - w karcie są m. in.: dania śniadaniowe, bagietki, naleśniki na słono i słodko, przekąski, dania z makaronu, dania mięsne - to zapamiętałam. Miałam chęć na naleśniki - wybór padł wersję z grillowanym kurczakiem, szynką parmeńską i szumnie brzmiącym sosem serowo-szałwiowym (26 zł). W menu naleśnik w tej wersji był oznaczony jako jedna ze specjalności lokalu. Na pochwałę zasługuje błyskawiczna obsługa - ledwo usiadłam, a już zjawiła się sympatyczna kelnerka, która przyniosła menu. Zamówiony naleśnik pojawił się na moim stoliku w przeciągu kilku minut. Należy dodać, że była niedziela, na dodatek Walentynki, więc przez Złote Tarasy przewalały się tłumy ludzi, w lokalu większość stolików była zajęta, więc błyskawiczna obsługa była tym bardziej zaskakująca. Dwaj kucharze przyrządzający potrawy w otwartej części kuchennej umiejscowionej w głębi lokalu naprawdę się uwijali, za co należy im się duża pochwała. Naleśnik sam w sobie smaczny, sporych rozmiarów i z dużą ilością nadzienia, choć szynka parmeńska była za słona - widocznie trafił się akurat zbyt słony gatunek. Sos serowo-szałwiowy okazał się zwykłym białym serkiem kremowym z dodatkiem posiekanej szałwi. Naleśnik sycący - wystarczył mi za obiad, ale cena 26 zł jest moim zdaniem trochę przesadzona w stosunku do jakości. Danie było świeże i smaczne, ale nie było to nic wybitnego. Miałam okazję przyjrzeć się daniom na sąsiednim stoliku (szaszłyk z kurczaka i danie z makaronu) - ich kompozycję, wygląd mogę ocenić jako bardzo prosty. Smak pewnie też nie był wybitny. Reasując, w miarę smaczna, prosta kuchnia z nieco zawyżonymi cenami i przerostem formy nad treścią, jeśli chodzi o nazwy dań w menu - pod wymyślnymi nazwami nie kryją się niestety równie wyrafinowane jak ich nazwy dania.
Przypomniała mi się jeszcze jedna uwaga, a mianowicie dobrze byłoby, aby istniała możliwość zmiany własnej oceny w formie gwiazdek lub kolejnych ocen tego samego miejsca, bo poziom ocenionych miejsc może zmieniać się z czasem na plus lub na minus.
Zapisz się na cotygodniową porcję najciekawszych miejsc i recenzji! Dowiedz się więcej. Podaj e-mail: