stefw, sorki, ale Twój nadmierny optymizm pokazuje, że na siłę reklamujesz to miejsce. 3 niepochlebne recenzje, a Ty piejesz w zachwytach.. Sorki, ale to niewiarygodne.
W składzie bananów znajdziemy dużo niepospolitych pomysłów na prezenty. Można wybierać w koszach upominkowych, w których znajdziemy smakołyki z całego świata. Sklep oferuje duży wybór noży oraz ciekawe mrożonki np. muszle św. Jakuba. Polecam!
To chyba najlepszy punkt zbiorczy przed sobotnim szaleństwem na mieście. Dlaczego przed, a nie na? Pewnego razu zaryzykowaliśmy i zostaliśmy na cały wieczór, bo zapowiadany koncert wydawał nam się interesujący. Kolejki do baru przeraziły nawet tak wytrawnych imprezowiczów jak my. Poza tym, w holu, na siedziskach wokół filarów działy się rozmaite, niekoniecznie fajne, rzeczy. Jeden z popularnych aktorów młodego pokolenia wraz z paczką znajomych rozlewał pokątnie jakąś wódkę, która (z racji zaawansowanego stanu spożycia polewającego) wypadła mu z rąk i rozbiła się o marmury. Naturalnie, pierwszą reakcją była wymiana spojrzeń i szybki w tył zwrot. Może to moje dziwne nastawienie, ale po osobach publicznych spodziewam się czegoś innego.
Przyznaję, że zachowanie gości nie powinno mieć wpływu na ocenę danego miejsca (chociaż kojarzą się mimowolnie), więc może przejdę do konkretów.
Duże i dobre wrażenie robi wystrój. Przepiękne stiuki na suficie zwieńczone są kryształowymi żyrandolami rodem z pałaców.
Ktoś wspomniał już o toaletach- to faktycznie niesamowite (i dość surrealistyczne) żeby trzeba było korzystać z tych, znajdujących się w teatrze (a zdarzało się, że przy rozpoczęciu spektaklu pani nie chciała wpuszczać, oj zdarzało).
Do jedzenia polecam tagiatelle z łososiem, cukinią i suszonymi pomidorami (25 zł). Łososia mogło by być więcej, ale nie będę się czepiać.
Z obsługą bywa różnie. Bardzo często nie byliśmy zauważani, szczególnie gdy wybrało się stolik na zewnątrz.
Kulturalna to obowiązkowe miejsce po wyjściu z Kinoteki - można spokojnie podyskutować o obejrzanym filmie, a czasem spotkać kogoś "z pierwszych stron gazet".
Ocenili pozytywnie:
hajimeW Melonie robię coroczne zakupy świeżych kwiatów na balkon. Znajdziemy tam przepiękne pelargonie, surfinie, gerbery, labelie, petunie i inne kwiatki do wysadzania na rabatach. Znaleźć tam można także zioła takie jak mięta, rumianek czy szałwia oraz rośliny bulwiaste czy kłącza. Dla osób posiadających większe ogrody interesujące mogą być piękne krzewy oraz iglaki, a także szeroki wybór drzewek owocowych, bluszczy, rozchodników. W Melonie pracują głównie ludzie po leśnictwie czy ogrodnictwie, więc naprawdę znają się na rzeczy i służą fachową poradą. Na miejscu do dostania pełna gama środków owado/grzybobójczych, odżywek i nawozów oraz podkładów. Przy większych zakupach możliwe także rabaty.
Do Dobrej Karmy trafiłam jeszcze latem na promocję wegańskiego grillowania. Wiem, brzmi to jak oksymoron, ale taka była moja pierwsza wizyta w miejscu, które zaczęłam odwiedzać regularnie. Dobra Karma przypomina mi trochę taką squatersowsko-hippisowską mieszankę bezpośredniości (wszyscy są na "ty"), luzu (wygodne kanapy i fotele) i właśnie dobrej karmy. Nie ma nadęcia, krawatów. Jest za to kolorowo, różnorodnie (za sprawą pobliskiego Home Bar Africa) i zawsze muzycznie. Dobra Karma to także spotkania tematyczne np. filmowe wtorki czy poniedziałkowe Bamy&Jamy, podczas których każdy może przyjść ze swoją "przeszkadzajką" i swobodnie pojammować przy gratisowej herbatce. To miejsce przyciąga ludzi w różnym wieku i o różnych charakterach. Oprócz kolorowych "rasta" spotykamy długodredowców oraz całe rodziny - często z maleńkimi dziećmi. To pokazuje jak otwarta i przyjazna jest Dobra Karma.
Na skrzyżowaniu Górczewskiej z Prymasa Tysiąclecia pojawiło się kolejne "zagłębie" imprezowe. Oprócz Karmy i Home Bar Africa jest jeszcze Radio Luxembourg, więc każdy może znaleźć coś dla siebie. Gorąco polecam! :)
Spacerując po polach mokotowskich z pewnością prędzej czy później trafi się do Lolka. To miejsce z klimatem. Zimą polecam długie rozmowy przy cieplutkim kominku, z kubkiem grzańca w dłoni. Do piwa najlepiej zamówić krązki cebulowe w cieście piwnym (14 zł) albo migdały w soli (16 zł). Jeśli jednak chcemy zjeść coś konkretniejszego to polecić mogę szaszłyki z polędwicy drobiowej (28 zł) i wszelkie dania z rożna, które stoi zaraz przy wejściu do Lolka i roztacza apetyczne zapachy na cały lokal. Co prawda, można się zastanowić czy 17 zł. za kiełbasę z grilla to trochę nie za dużo, ale tu liczy się klimat. Poza tym, w pobliskim Jeff'sie ceny nie są niższe, więc widać to taka rokitnicka specyfika.
Lolek dzieli się właściwie na dwie części. Pierwszą stanowi "właściwy" pub, sprzed rozbudowy, w którym znajduje się wspomniana już sala kominkowa. Wystrój jak w mamuciej jaskinii - dookoła kamienne ściany i drewniane ławy. Centralnym punktem lokalu jest ogromny, okrągły rożen, na którym wszystkie te pyszności są przyrządzane. Za rożnem znajduje się druga "sala", a raczej ogromny namiot, który kryje drugi bar oraz scenę, na której często grywają zaproszone zespoły. Idealne miejsce na imprezy integracyjne czy spotkania z przyjaciółmi. Brak kameralności nie przysłuży się udanym randkom.
Jedzenie podobne do Sfinxowego, ale znacznie droższe. W zamyśle miała to chyba być arabska restauracja na poziomie, a tak naprawdę sprawia wrażenie lekko zaniedbanej sieciówki. Dania duże - jak we wszystkich tego typu miejscach, ale to i tak nie uzasadania wysokości cen. Wystrój fajny, także podobny do tego jaki znamy ze Sfinxa, ale jakby bardziej niechlujny (lampy popękane, część dekoracji się odkeiła i smętnie zwisała). Odnoszę wrażenie, że takie niedoróbki zdarzają się nie tylko na sali, ale także (co gorsza) w kuchni.
Jeśli już robię zakupy w Reducie to zdecydowanie wybieram pizzerię przy Carrefourze (no chyba, że tam nie ma miejsc - tak jak to było za pierwszym i ostatnim razem gdy trafiłam do Hammurabiego).
Green Coffee to moim zdaniem jedna z lepszych kawodajni wśród wielkich sieciówek. Polecam kawy z syropami. Moją ulubioną jest orzechowa.
Niestety ceny nie pozwalają na zbyt częste wizyty, bo 12 zł to jednak sporo jak na kubek kawy. Do kawki bardzo dobrze komponowały się muffiny ( i tu też mam swoje typy - te, z kawałkami czekolady rządzą).
Bardzo fajne miejsce i na poranną kawę i na lunch, wybór tart jest duży. W lecie najlepiej smakują smoothies z jogurtem i świeżymi owocami. W sezonie można też posiedzieć przy stoliczkach na zewnątrz, choć w tym miejscu Warszawy to średnia przyjemność - wszędzie beton.
Do Grand Kredensu warto się wybrać dla ciekawego wnętrza. Jedzeniem się nie zachwyciłam (może nie wiedziałam co tam się powinno zamówić), a ceny rzeczywiście zawyżone. Obsługa na wejściu dokonuje selekcji klientów zamożniejszych i tylko oni mogą liczyć na miłe traktowanie. Jeśli się przyszło tylko na drinka można zaobserwować grymas niezadowolenia na twarzy kelnera. Nie rozumiem też jak w takim lokalu może zabraknąć danego alkoholu albo soku ananasowego (z którym drinki są w karcie). Zdażyło się, że po wypiciu jednego drinka zamówienie następnego nie było możliwe, gdyż brakowało składników.
Generalnie, w tej lokalizacji jest parę lepszych miejsc, do których warto zajrzeć, a jedynym plusem kredensu są jego długie godziny otwarcia.
Odwiedzam to miejsce trochę przy okazji moich częstych wizyt w Muzeum, ale ta kawiarnia zasługuje na odrębną recenzję. Świetnym pomysłem był wystrój. Olbrzymie, latające lampiony oraz regały sięgające sufitu robią wrażenie. To miejsce to posiedzenia, poczytania, pogadania. W menu znajdziemy tarty, soki, gorące czekolady. Obsługa bardzo uprzejma i pomocna. Na wielgachnych regałach mnóstwo pięknych książek - albumów o sztuce i nie tylko. Można wziąć do stoliczka, spokojnie przejrzeć i jeśli się spodoba zakupić. Świetny pomysł, który odświeża mury muzeum.
Zapisz się na cotygodniową porcję najciekawszych miejsc i recenzji! Dowiedz się więcej. Podaj e-mail: