Ogromna karta dań. Szczególnie dobre są przekąski, herbaty i kawa. Świetnie zaopatrzony sklep-m.in.świeże pistacje i piniole, sery, oliwki, hummus na wagę, pyszne pieczywo. Uwaga - zakaz spożywania alkoholu! Samoobsługa. Warto wcześniej zarezerwować.
Warszawa
al. Niepodległości 213 (na tyłach Biblioteki Narodowej)
(22) 825 09 61
e-mail: poczta@samira.pl
www: http://www.samira.pl/
Brak dodatkowych informacji o tym miejscu.
wszystkich recenzji: 10
Bywam w Samirze od czasów, kiedy były tam 3 plastikowe stoliki i cuchnęło szambem. Widziałam, jak lokal się rozwijał i rozrastał. Pojawiały się nowe potrawy i... nowe ceny i... nowa obsługa. Niestety, chyba Samira przeszła przez apogeum i zmierza wyraźnie w dół. Jedzenie, owszem, nadal smaczne, ale już nie zachwyca. Obsługa zrobiła się niegrzeczna i pospieszna, sklep - coraz gorzej zaopatrzony, stoły są niewygodne i źle rozplanowane, o wystroju całości nie wspomnę. Może nikt nie uświadomił właścicielom, że pewien pułap cenowy zobowiązuje, a brudne i dziurawe obrusy nie są ozdobą stołu i powodują odruch wymiotny. Możliwość przyprowadzenia psa do ogródka przed lokalem (przecież to blisko Pól Mokotowskich) byłaby miłym akcentem, za to stado wrzeszczącej i plączącej się w środku dzieciarni nie sprzyja trawieniu... Słowem, uważam, że Samira przestała być cudownym miejscem i coraz łatwiej dostrzec, że to tylko bar na terenie bazy MPO. Szkoda.
Miejsce niegdyś niezwykłe - tanio, ogromne porcje, pyszne jedzenie, prawdziwy Libańczyk - jak na nudną Warszawę coś niespotykanego. Nawet śmieciarki MPO przejeżdżające co jakiś czas przed nosem nie przeszkadzały. Niestety w pewnym momencie (jakoś wraz z generalnym remontem) ceny zaczęły rosnąć niemal ad infinitum, obsługa stała się jakby bardziej niemiła, a śmieciarki bardziej śmierdzące i obleśne.
W sumie nic poza cenami się nie zmieniło, ale jednak moje wymagania rosną wyraźnie wraz z ilością pieniędzy, którą zostawiam w kasie. Od restauracji, w której ceny dań kształtują się na poziomie min. 25-30 zł, wymagam dużo więcej niż od stoiska z kebabami.
Jeśli ktoś nigdy nie był, to warto spróbować. Szczególnie że Samira sprawia wrażenie najbardziej autentycznej z knajp arabskich w Warszawie, jakie znam (niestety oznacza to brak jakiegokolwiek alkoholu). Ja tam już raczej nie wrócę po kilku nieprzyjemnych incydentach z jakością obsługi.
Jedyne,co mnie tam może przyciągnąć, to sklep orientalny na tyłach restauracji.
Samira dostała ode mnie cztery gwiazdki po pierwsze za okropną lokalizację (obok zlewni MPO),a po drugie za szybko rosnące ceny.
Jedzenie jest rzeczywiście bardzo dobre (moja ulubiona przystawka to wegetariańska dolma -12zł), ale ja pamiętam to miejsce z zamierzchłych już czasów kiedy ceny były naprawdę konkurencyjne. Wracając jednak do podawanych tam dań to polecam zupę cebulową (9zł) - jest idealna na zimowe chłody, bo rozgrzewa jak nic innego. No, może z wyjątkiem skwierczącej shawarmy (29zł). Do każdego posiłku obowiązkowo trzeba zamówić herbatę z kardamonem. Za cały dzbanek (na dwie osoby) zapłacimy 12zł.
Warto też wspomnieć o sklepiku z libańską żywnością, który znajduje się na tyłach. Można tam dostać aromatyczne sosy i przyprawy, pasty, orzechy, chałwy, okrę/bakłażana/dolmę w puszce, tortillę, pitę i burgol, pasty bakłażanowe i z cieciorki, fajki, dzbaneczki i szklanki do herbaty podawanej na sposób arabski, a w chłodniach ogromne oliwki, których rozmaitość zadowoli każdego.
za swietny sklep z rozmiatymi cudami (w berlinie na każdym kroku, u nas - nadal egzotyczne), za wielkie porcje, za ladę, gdzie można podejrzeć co się chce...
więcej egzotyki, nawet, jesli to barak na tyłach smietników ;)
Szczególnie polecane dla wielbicieli dań orientalnych, ale nie tylko. Uwaga na herbatę - zawsze mocno słodka - o czym nie zawsze zdają sobie sprawę zamawiający.
Minus - samoobsługa i przeciąg w chłodne dni.
kiepska obsluga, problemy z parkowaniem... chyba juz tam nie wrocimy
Lokal ciekawy. Trochę bardziej luksusowy niż kebaby. Podoba mi się sklep. Jak chciałem sam przyrządzić kebab kupiłem tam pastę chili cienkie pieczywo.
Nawet nie pamiętam ile razy już tam spożywałem. Wiele razy.
A to najlepiej świadczy, że naprawdę mi smakuje i się podoba.
Od początku. Niemal zawsze łapię się tam na ostatni wolny stolik (ostatnio dwa razy nawet rezerwowałem na wszelki wypadek). Knajpa jest ewidentnie bardzo lubiana, choć trafić do niej trudno dla niewprawnego w Warszawie. Żyje z pewnością dzięki marketingowi szeptanemu, a ten jest skuteczny - trafiają się bowiem także celebryci.
No więc tak siadam do stolika i zawsze zamawiam zbyt wiele. Wychodzę z bolącym z przepchania brzuchem; wychodzi na to, że nie potrafię się powstrzymać przed napychaniem się mięsem, warzywami i aksamitnym jogurtem. Bez tego ostatniego wiele dań byłoby niestety nie do przepchnięcia w całości w czeluście żołądka, bo choć świetnie przyprawione, jedzenie libańskie jest dość suche. Dramatyzmu sytuacji dodaje ryż podawany do niemal każdego dania razem z przepysznym pieczywem wysypanym czarnuszką.
Bez picia nie dacie więc rady. A tu spektrum szerokie. Od Ajranu (napoju z kwaśnego mleka z czosnkiem i ogórkami), który świetnie ratuje po przepiciu, przez dziwaczne gazowane napoje sprowadzane z bliskiego wschodu (np. bezalkoholowe piwo o smaku gruszki), po przepyszną herbatę (tajemnicę smaku zdradzi szczerze poproszona kelnerka) oraz kawę po turecku. Ale po turecku czyli z tygielka a nie zalewajkę - z kardamonem i innymi przyprawami.
I ta kawa ratuje przed śmiercią z przejedzenia. W tle muzyczka, którą słyszymy zwykle w Hurghadzie albo innym egipcie.
No właśnie i zero piwa. Właściciciel chyba wie co zrobiłyby jego bąbelki z niewprawnym brzuchem polaka.
Ocenili pozytywnie:
mayday
Samirę lubię. Nie wiem co końca czemu. Zatłoczona knajpka libańska na tyłach biblioteki. Praktycznie bez wystroju. Zawsze głośno, w weekendy warto zarezerwować stolik. Ogromna karta dań, co bardzo utrudnia proces decyzyjny ;)
Lepiej skupić się albo na przystawkach, albo zamówić danie główne. Porcje są dość duże.
Polecam herbatę i kawę - tej pierwszej jest kilka rodzajów. Warto przed złożeniem zamówienia obejrzeć sobie smakołyki poukładane w ladzie chłodniczej i skusić się na np. faszerowane liście winogron albo miseczkę pysznych oliwek.
W sklepie całkiem niezły wybór przypraw, puszek - bardzo ucieszyłam się na widok okry, którą dość ciężko jest znaleźć, kapitalne pieczywo posypane czarnuszką, oliwki, słone sery z Bałkanów i Libanu, herbaty, kawy, suszone owoce. I słodycze tak słodkie, że zęby bolą. I oczywiście hummus i pasta z bakłażana.
Miejsce "kultowe" dla wtajemniczonych, w dziwnej i mało zachęcającej lokalizacji.
Jedzenie kiedyś zachwycało oryginalnością - teraz jest już sporo restauracji z podobnym menu, z lepszym wystrojem i niższymi cenami.
Jedyne, co tak naprawdę przyciąga, to świetnie zaopatrzony sklepik. Chałwa z orzechami pistacjowymi - pycha! To mogę z czystym sumieniem polecić!

Zapisz się na cotygodniową porcję najciekawszych miejsc i recenzji! Dowiedz się więcej. Podaj e-mail: