Miejsce otwarte całą dobę, ale życie zaczyna się tam wieczorami.
Zakąski to bistro do którego wpada się na szybką kolejkę "czegoś mocniejszego" zakąszonego śledzikiem czy nóżkami.
Ewentualnie wpaść można na szybkie małe piwko.
Dobre miejsce na randkę: Nie
Sala dla niepalących: Nie
wszystkich recenzji: 8
Jedno z najciekawszych miejsc kulinarnych na mapie Warszawy. Wieczorem w weekendy lokal jest wręcz oblęzony. Możliwość wznoszenia toastów z widokiem na pałac Namiestnikowski i hotel Bristol jest niesamowita.
Jedzenie jest proste, wywodzące się z kulinarnych przedwojennych tradycji warszawskich. Genialny gzik, super biała kiełbasa, niezły śledź. Towarzyszyć daniom najchętniej chce doskonale zmrożona wódka w śmiesznej jak na centrum cenie 4 zł.
Rewelacja.
Przekąski Zakąski to miejsce magiczne. Jeszcze magiczniejsze było czas jakiś kiedy z napitkami i talerzami można było wyjść przed lokal i konsumować na świeżym powietrzu. Widok parapetu zastawionego kieliszkami i innym szkłem robił wrażenie. Niestety sąsiadom (nie śmiem napisać, że pałacowi prezydenckiemu) przeszkadzało takie otoczenie i od jakiegoś czasu z konsumpcją wychodzić nie można.
To miejsce jest szczególne nie tylko ze względu na swój komunistycznawy charakter (część młodszej klienteli nie może go porównać z oryginałem), ale także dlatego, że właściwie wszyscy bywalcy okolicznych klubów prędzej czy później spotykają się właśnie w tym punkcie. Dla mnie niesamowite jest to, że za każdym razem kiedy tam jestem spotykam kogoś znajomego, a nieczęsto ludzi, z którymi ostatni kontakt miałam w liceum. O śledzikach i gzikach oraz kieliszkach wódki za parę złotych nie będę się rozpisywać, bo po prostu trzeba samemu zobaczyć jak to wygląda. Aż dziw, że wcześniej nikt nie wpadł na pomysł otworzenia takiego miejsca w naszej pięknej stolicy.
Sa takie momenty, spędzane w "Przekąskach Zakąskach", w których zastanawiam się, czy wlasciciele nie zrobili przypadkiem najbardziej szemranego castingu na obsługę po '89 roku... Szacowny pan z siwymi włosami, komenderujący pozostałą obsługą, pani z tapirem na głowie jak z '64, cygański żigolo z brylantyną na spiętych w kucyk włosach. Wszyscy sprawnie nalewają setki, rozdzielają pasztety... A ja czuje się jak w kapsule czasu - nie wiem czy w drzwiach stanie zaraz Wieniawa-Długoszowski, Zbyszek Cybulski czy może Mikolaj Komar.
Za atmosferą w Przekąskach można tęsknić. Ale mzona też tęsknićc za tym, ze gdzies można zjeść o takiej porze - bo miejsce to czynne jest 24 h...
Nigdy nie zapomnę wódki wypitej tam o 11 rano w niedzielę. Po wyjściu okazało się, ze przed knajpką pani wyprowadza na spacer Kakadu... I to była prawda!
Ja tesknię jeszcze za niezmienną jakością w "PZ" - bo bułeczki, ktore smarują nam masłem zawsze świeże, porcje takie same. A tatar... a o tatarze to krążą legendy. Bo załapać sie na niego nie jest łatwo,trzeba przyjść o odpowiedniej porze, kiedy kucharz z sasiadujacych "Kucharzy" posieka...
Musztardy,chrzany, żurawiny... Świetny pasztet. Obłedne nóżki.Cudowne serdelki. Czy ja na co dzień jem takie cuda polskie, wspomnienia o czasach niegdysiejszej Warszawy? Nigdy! Ale temu miejscu nie można się oprzeć, w końcu gdzie indziej panie wychodzące z opery i panowe dreszcze z Pragi moga sspotkac się w demokratycznej przestrzeni i spiewac razem arie i sprośne piosenki?
Generalnie miejsc takich nie ma bo zabiła je komuna, i dlatego warto pamiętać że to nie były dobre czasy ale ad rem...miejsce przyciąga prostotą pomysłu, znakomitą lokalizacją, cenami i otwartością :-)
Niestety, przykłady cytaty odopwiedzi "na tatara trzeba czekać 40 minut", "nie mogę podać 24 lufek bo nie mam tyle szkła", "chce Pan zapłacić, a co Pan brał???" itp. nie powodują żebym chciał tam wracać, a szkoda bo nieraz niezła impreza się tam rozkręcała, albo kończyła.... a wystarczyłoby - skoro miejsce popularne - postawić jeszcze jednego barmana, najlepije może takiego co już w jakimś barze pracował i niekoniecznie był to Wars :-))
świetne miejsce. nie ma co się rozpisywać, trzeba po prostu tam czasem wpadać na wódeczkę.
Dodali do ulubionych:
kaaasiaOcenili pozytywnie:
kotbojowyhemenaŚmierdzi śledziem, towarzystwo mocno nieświeże po okolicznych imprezach... zaletą jest tylko godzina otwarcia. Miejsce otwarte 24h to w Warszawie rzadkość
Zawsze zanim wrócę z jakiegoś pubu czy klubu wstępuję na tradycyjną lufeczkę w Zakąskach. Nigdzie nie ma takiego klimatu jak tu.
Choć szkoda, że kibel jest już płatny 1 zł ;)
Miejsce kiedyś miłe i egalitarne. Teraz coraz więcej tam lansu, a dojście do baru w sobotnią noc graniczy wręcz z cudem
Ocenili pozytywnie:
Kontowski
Zapisz się na cotygodniową porcję najciekawszych miejsc i recenzji! Dowiedz się więcej. Podaj e-mail: