Francuska piekarnia sprzedająca zarówno na miejscu jak i na wynos pieczone na miejscu pieczywo.
Do tego możemy się tu napić kawy oraz szerokiego wyboru herbat.
Czynne: 7.30-21
Dobre miejsce na randkę: Tak
Sala dla niepalących: Tak
Ogródek letni: Tak
wszystkich recenzji: 2
W "Karaluchu" czyli barze mlecznym, który mieścił się w pomieszczeniach zajmowanych obecnie przez "Saint Honore" bywałam dość często, bo znajdował się na mojej trasie powrotu z pracy. Za czasów "Karalucha" zawsze było tam tłoczno - o jakiej porze by się nie weszło, w kolejce do kasy stało zazwyczaj kilka osób i większość stolików była zajęta. Obecnie, po zmianach, zajęte raptem 2 stoliki - byłam ok. godz. 16, więc można powiedzieć, że w godzinach szczytu. Sądząc po frekwencji, zmiana nie przypadła do gustu studentom pobliskiego Uniwerku i nie dziwię się niewielkiemu obłożeniu lokalu. Jest on, co prawda, bardzo ładnie urządzony (do odwiedzenia go skusił mnie właśnie elegancki wystrój), ale oferta piekarni jest moim zdaniem uboga. W konkurencyjnej francuskiej piekarni "Vincent" przy Nowym Świecie wybór pieczywa, słodkości, kanapek, quiche jest mniej więcej pięć razy większy. Gdyby połączyć wystrój "Saint Honore" i asortyment "Vincenta", powstałaby piekarnia idealna. Miałam ochotę na coś słodkiego, ale w "Saint Honore" żaden słodki wypiek nie wyglądał na tyle kusząco, abym zdecydowała się na jego kupienie. Aby nie wyjść z pustymi rękoma kupiłam bagietkę (5 zł) - jak się później okazało, całkiem smaczną, a na coś słodkiego poszłam do... "Vincenta". Jeśli "Saint Honore" nie powiększy asortymentu, nie wróżę im zbyt dużego powodzenia - na razie zainteresowanie tym miejscem jest niewielkie. Spora, ładnie urządzona powierzchnia nie jest w pełni wykorzystana - aż się prosi, aby ją ożywić bardziej urozmaiconą ofertą.
Zmieniło się od mojej ostatniej bytności w tym miejscu, które kiedyś zwało się barem Uniwersyteckim, a wszyscy i tak mówili, że idą do Karalucha. Jak jest teraz? Jasno, czysto, biało, niemalże ekskluzywnie. Saint Honore wydawać się może miejscem pozycjonującym się na bogatą klientelę, na szczęście przy bliższym poznaniu okazało się fajną i przytulną kawiarnią połączoną z piekarnią.
Stanąłem w progu rozejrzałem się, uśmiechnąłem do wspomnień lat studenckich i podszedłem do kasy mówiąc, że zmieniło się trochę to miejsce. Pani widać wiedząc o czym mówię, z uśmiechem potwierdziła i zajęła się przygotowywaniem zamówionego espresso, do którego dostałem rzecz jasna wodę, a oprócz tego, ku memu zaskoczeniu, bardzo smaczne ciastko. Wszystko w cenie 6.5 zł. Nader miłej jak na Warszawę.
Nie wiem jak smakuje pieczywo sprzedawane i chyba robione na miejscu, ale kawie nie mam nic do zarzucenia. Aż jestem ciekaw czy chodzenie do Saint Honore na kawę i croissanta, przyjmie się jako zwyczaj wśród studentów pobliskiego Uniwersytetu Warszawskiego, ale jestem pewien że niejeden zajrzy tam z czystej ciekawości, by zobaczyć nowe oblicze miejsca. Miejsca wyglądającego ekskluzywnie, ale jednak dostępnego dla zwykłego człowieka.
Zapisz się na cotygodniową porcję najciekawszych miejsc i recenzji! Dowiedz się więcej. Podaj e-mail: